Zastraszę cię, wejdę z butami w twoje życie, naładuję cię poczuciem winy i odrę cię z wszelkiej pewności siebie, bo w ten sposób mogę utrzymać nad tobą kontrolę – by pokazać ci, jak bardzo cię kocham!


sobota, 6 lutego 2010

Bajka o płochliwym zajączku...

W pewnym lesie, gdzie żyło mnóstwo różnych zwierząt, żyła sobie rodzina zająców. Tata zając, kiedy jeszcze był małym chłopcem, został przez swoich rodziców tak bardzo przestraszony, że gdy już dorósł i założył rodzinę, potrzebował czarodziejskiej mikstury, która dodawała mu odwagi, ale uzależniła od siebie, przez co cierpiała cała jego rodzina. Tata zając z tego powodu przestał dbać o rodzinę, jak na dorosłego zająca przystało.

Mama zającowa nie miała żadnego pożytku z męża, nie mogła na nim polegać, dlatego zgarniała całą swoją gromadkę dzieci i nigdy nie spuszczała z nich oczu, bojąc się, żeby żadnemu z jej dzieci nie stała się krzywda, albo – broń Boże – nie poszły w ślady ojca.


W swojej gromadce mama zającowa miała jedno bardzo wrażliwe dziecko i bardzo ciekawe świata. Bała się, że go nie upilnuje więc cały czas mu wbijała do głowy, żeby się nigdzie nie oddalał, bo mogą go zjeść wilki, albo może się zgubić a ona nie zdoła go na czas odnaleźć i uchronić przed niebezpieczeństwem.

I tak zajączkowi upływało dzieciństwo pod bacznym spojrzeniem kochającej mamy, która bez przerwy kontrolowała każdy jego ruch, gdzie czuł się taki bezpieczny.


Zajączek rósł, wysłano go do szkół, żeby się czegoś nauczył, ale był tak przerażony, że jest z dala od mamy, iż nie był w stanie się uczyć, chociaż był inteligentnym i zdolnym chłopcem.


Skoro nie był w stanie się uczyć, mama zatrzymała go w domu, by miał nad nim pieczę, gdy ona zarabiała na życie. Był dla niej oparciem, męskim ramieniem, którego w domu tak bardzo brakowało.


Zajączek dorastał pod bacznym i kochającym okiem mamy, ale kiedy próbował wyrwać się spod jej opiekuńczych skrzydeł, ogarniało go przerażenie, więc szybko wracał na swoje miejsce, tak jak nauczyła go mama. W końcu trafił na gromadkę różnych zwierzątek, które opowiadały co potrafią.

Nasz zajączek kochał przygody ale bał się jakąkolwiek przeżyć osobiście, bo przecież sprawiłby ból swojej mamie, która zawsze tak się o niego bała, przy której sam nie musiał
troszczyć się o siebie. Zaglądał więc z bezpiecznej odległości, przysłuchiwał się ich opowieściom i marzył... marzył... marzył. Nie zauważał, że sam potrafi bardzo wiele, że potrafi to, czego nie potrafią inne zwierzątka – potrafił latać w powietrzu, w czym pomagał mu zaprzyjaźniony sokół. Marzył o lataniu ale w sposób, w jaki latali jego przyjaciele.

Zajączek próbował latać jak jego przyjaciele, ale uznawał, że to nie jest dla niego, wątpił w swoje zdolności, dopuszczając do głosu strach, który nie był jego strachem, lecz strachem kochającej go mamy, która trzęsła się nad nim gdy był małym chłopcem. Nie dostrzegał, że stale ucieka, pomimo że nie było koło niego nic, co byłoby niebezpieczeństwem pobudzającym do ucieczki. Uciekał z przyzwyczajenia, nie sprawdzając czy naprawdę trzeba się bać, czy tylko są to urojone strachy.


Źle mu
z tym było, szukał racjonalnego wytłumaczenia, ale wciąż wracał w to samo miejsce, bo miał w głowie zakodowane, że ma szybko uciekać cokolwiek by to było – bez oglądania się wstecz, bez sprawdzenia, czy sytuacja wymaga tego. Mama nauczyła go, że strach jest sygnałem do ucieczki na łeb na szyję a nie okazją do sprawdzenia, czy tak jest naprawdę. Nie rozróżniał sygnałów, które miały go tylko pobudzić do poznawania świata, a nie prawdziwym niebezpieczeństwem. Dla niego wszystko było niebezpieczne...

Oddalenie się od niej równało się zdradzie, czuł się zobowiązany do wierności rodzicielce nie widząc w tym ograniczenia, uzależnienia, zniewolenia. To była i jest jego pierwsza miłość do kobiety. Innej nie będzie, bo musiałby zdradzić tę, którą najbardziej kocha. Dla innej kobiety nie będzie już miejsca w jego sercu...



Przerażenie rodziców zostało przekazane dzieciom. Nawet gdy będą już dorosłe ten mechanizm będzie w nich działał - niszczył kreatywność i ciekawość świata, bo wszystko będzie niebezpieczne – jak w dzieciństwie, w sposób,w jaki przekazali im to rodzice.


Świat jest taki, jakim go sobie stworzymy. Jeśli widzisz stale niebezpieczeństwo, będzie dla ciebie niebezpieczny na każdym kroku. Jeśli nauczysz się wykorzystywać strach do poznawania świata – będzie on takim, jakim go sam stworzysz, bez nałożonych na oczy „okularów”, które założyli ci
rodzice w dzieciństwie i przez które oglądasz świat, pomimo, że dzieciństwo masz już dawno za sobą.

Zdjąć okulary, to zacząć oglądać świat własnymi oczami, swoją wrażliwością a nie zaszczepioną w dzieciństwie, ograniczającą i niszczącą wyrażanie siebie, intymność i wszelkie więzi. Możesz to zmienić, lecz potrzebna jest cierpliwość.

Tak jak rodzice nam cierpliwie zaszczepiali zachowania, które uważali, że będą nas chronić, tak samo ty musisz wykazać maksimum cierpliwości, żeby to zmienić. Będziesz uciekać, ale masz możliwość wrócić w to samo miejsce i sprawdzić, co spowodowało ucieczkę i czy warto było uciekać. Doskonale odróżnisz prawdziwe niebezpieczeństwo od urojonego, które zostało zaszczepione dla wygody dorosłego... ale nie dla ciebie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz