
Nie pamiętam już, w której z książek znalazłam to zdanie, które umieściłam w nagłówku bloga. Brzmi ono jak chora definicja najwznioślejszej z uczuć - miłości. Miłości do dziecka, do rodziców, do współpartnera, do przyjaciela... Poraziła mnie prawda krzycząca zza tych słów. Destrukcja, zniewalanie, niszczenie tożsamości drugiego człowieka - i to wszystko w imię miłości (!)."Zastraszę cię, wejdę z butami w twoje życie, naładuję cię poczuciem winy i odrę cię z wszelkiej pewności siebie, bo w ten sposób mogę utrzymać nad tobą kontrolę – by pokazać ci, jak bardzo cię kocham!"
- Czy miłością jest zastraszanie, szantaż, odzieranie z człowieczeństwa drugą istotę ludzką?
- Czy miłością jest ograniczanie, nadmierna kontrola i manipulacja wolną wolą drugiego człowieka, zmuszając w ten sposób do podporządkowania go sobie?
- Czy miłością jest zadawanie bólu drugiej osobie, by zaspokoić swoje chore potrzeby i wymagania wobec niej, i żeby poczuć się lepiej kosztem jej cierpienia?
Moje przerażenie zniszczy wszystko, co najpiękniejsze jest między tobą i mną... bym nie poczuł bólu rozstania... bym nie czuł zranień, które kiedyś mi zadasz...

0 komentarze:
Prześlij komentarz