Zastraszę cię, wejdę z butami w twoje życie, naładuję cię poczuciem winy i odrę cię z wszelkiej pewności siebie, bo w ten sposób mogę utrzymać nad tobą kontrolę – by pokazać ci, jak bardzo cię kocham!


niedziela, 13 września 2009

Kłamstwo...

ma olbrzymi wpływ na dzieci.
Jeśli swoim zachowaniem rodzice pokazują, że niezbyt wysoko cenią uczciwość, prawdomówność, dzieci na pewno wchłoną tę informację. To, co mówią oboje opiekunowie ma o wiele mniejsze znaczenie, niż to, co robią.

Można do znudzenia powtarzać, by dzieci były prawdomówne, że nie wolno kłamać, ale kiedy widzą, że słowa nie pokrywają się z czynami, szybko dowiedzą się, co naprawdę myśleć. Przed dziećmi nic się nie ukryje. Mają wspaniale rozwiniętą intuicję i są doskonałymi obserwatorami. Nie łudźcie się, że można coś przed nimi ukryć!

Zaczyna się od niewinnych kłamstw, które odsuwają na chwilę nieprzyjemną konfrontację, potem - kiedy się uda - życie bez kłamstwa staje się niemożliwe. Odraczamy wzięcie na siebie odpowiedzialności zasłaniając się kłamstwem, zagłuszamy, co naprawdę czujemy. A potem... potem kłamstwo staje się sposobem na życie... Strach przed wzięciem odpowiedzialności za słowa i czyny nie pozwoli na zmiany.

Pierwszymi nauczycielami w życiu dziecka są rodzice. To od nich przede wszystkim uczą się kontaktowania z innymi ludźmi. Potem ten krąg się poszerza o inne autorytety - nauczycieli, rówieśników, pracodawców.
Jeśli oboje rodziców wzajemnie przymyka oczy na własne drobne kłamstewka w obecności dzieci, wzorzec ten zostanie utrwalony w ich psychice: Tatuś okłamuje mamusię, że wypił tylko dwa piwa, a w rzeczywistości wypił z kumplem pół litra wódki... Mamusia okłamuje tatusia, że zapłaciła za nowe buciki tylko 100 złotych, gdy w rzeczywistości zapłaciła dwa razy tyle... Dziecko przynosi ze szkoły drogie markowe pióro. Na pytanie skąd je ma, odpowiada, że koleżanka mu je podarowała, że znalazło na ulicy/na przerwie między lekcjami/w szatni/w klasie itd., będąc na sto procent pewne, że ani ojciec, ani matka nie będą dociekali, skąd je ma tak naprawdę. Jest to unikanie odpowiedzialności za własne postępowanie i w następstwie - postępowanie dzieci.

Od rodziców - w pierwszej kolejności - uczymy się tolerancji lub nietolerancji kłamstwa, oszustw, mataczenia. I zawsze zaczyna się od niewinnego kłamstewka, drobnego oszustwa, naginania faktów na swoją korzyść. Te wzorce stosujemy w dorosłym życiu. Unikanie odpowiedzialności przenosząc ją na innych, to sposób na życie większości z nas. Niech odpowiadają naiwni - przypłacając zdrowiem, depresją (a czasem życiem), chcąc na siłę utrzymać zakłamany związek, w którym nigdy - lub prawie nigdy - nie było szczerości, otwartości, uczciwości - wobec siebie i wobec najbliższej osoby.
Chcąc tym sposobem utrzymać pracę, dobre relacje ze zwierzchnikami, współpracownikami brniemy w kłamstwa i zaprzeczanie, w oszustwa, przymykanie oczu na jawną niesprawiedliwość. Akceptując w ten sposób to, czego tak naprawdę nie chcemy doświadczać w swoim życiu...


2 komentarze:

  1. Cześć :)

    Czegokolwiek bym nie przeczytał na tym blogu o wpływie negatywnych zachowań rodziców na dzieci, zawsze porusza mnie to wewnętrznie.

    Ale to dobrze, jest to poruszenie pozytywne, wyzwalające.

    Odnośnie do kłamstw, mnie ten problem kojarzy się głównie z okłamywaniem siebie i niezliczonymi godzinami jakichś ukrytych wewnętrznych dialogów i skomplikowanego tłumaczenia się (już przed sobą), nawet bez zasadnego powodu. Albo chodzi o tłumaczenie sobie zachowań innych poprzez zawiłą logikę kłamstwa.

    Pozdrawiam gejzerkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj vizab :-)

    Dziękuję Ci wierność gejzerowym bajaniom, wrażliwość na poruszane tematy i wspólne refleksje, potrzebne Tobie i mnie - obojgu, i wszystkim, którym człowiek - jako CZŁOWIEK - nie jest obojętny.

    P.S. Z jednakowym radosnym zdziwieniem czytam Twoje komentarze. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń